Jak przygotować się do turnieju?

Turniej to sprawdzenie swoich umiejętności, które dotychczas się nabyło. Jest to istny sprawdzian, do którego się człowiek przygotowuje albo idzie na żywioł.

W tym momencie nachodzi człowieka pytanie, jak nabyć umiejętność grania w bilarda.

Na początek zacząłbym od kupienia sobie własnego kija za około 100-300zł. Jak kogoś stać, to sobie może kupić nawet za 2000zł, ale z początkami bywa różnie, więc nie świrowałbym z typowo polskim podejściem – zastaw się, a postaw się.  Wśród elity bilardowej wiadome jest to, iż dobry zawodnik zagra każdym kijem i nie będzie wybrzydzał.

Zatem jak już chwyciliśmy ów narzędzie zbrodni potrzebne nam do wbicia poszczególnych bil na stole, to wypadałoby zaznajomić się z zasadami poszczególnej gry rozgrywanej na stole bilardowym.

Najczęściej rozgrywaną odmianą jest ósemka. Jeden zawodnik ma całe bile, czy jak to mawiają Angole – solid balls, a drugi połówki, czyli po angielskiemu – striped balls. Ten, który pierwszy wbije swoje, może zmierzyć się z tak zwanym bossem na czarno ubranym. Parę razy słyszałem sformułowanie mulatką, murzynką, czarnulką, a jak się oparła o krawędź i nie wpadła do łuzy, to ciśnięto w nią najgorszymi wulgaryzmami. Tak czy inaczej, to ona kończy mecz.

To jak już mamy tego swego kija i już wybraliśmy grę, to czas znaleźć sobie partnera/partnerkę do gry. Na sam początek proponuję zapoznać się z bilą białą oraz dowolnie wybranymi trzema bilami z zestawu. Ustawić sobie ów bile tak, aby zmierzyć się z paroma strzałami oraz wyczuć jak się zachowują bile na danym suknie.

Sukno wyczute to połowa sukcesu. Niejaki Ronnie O’Sullivan lubi jeszcze ustawić sobie jeszcze sędziego, aby nadążał za jego grą. Ponadto, jednemu zwrócił nawet uwagę, aby zbadał sobie wzrok, bo według O’Sullivana wydał niesłuszną decyzję dotyczącej „bili stycznej”.

Zatem, ilekroć stajemy przy stole, to mamy do czynienia ze wzrokiem własnym, jak i cudzym. Ten pierwszy dodaje nam otuchy, że w ogóle widzimy, a ten drugi mówi temu pierwszemu – Ej! To może nie grajmy tak, co?

No i tu jest kij rozkręcany. Nie gram w to i cha! Niech się sam skręca jak ma ochotę. Ja go trzymać więcej nie bede i niech nie próbuje mnie zachęcać. Nie chwycę go i tyle. Niech leży tam gdzie leżał. Po co sobie gitarę nim zawracać…

Tak się zaczyna zakopywanie motywacji na cmentarzu niepamięci oraz wypalonych zniczy. Wziąłbym go znowu. Złożył ponownie i spróbował swych sił, tam, gdzie starczyłoby mi sił. A co jak przyjdzie silniejszy ode mnie?

Wtedy wnet drzwi się zamontuje takie, że przez nie nie wejdzie. Zabarykadujmy się na silniejszych. Ogólnie wyobraźmy sobie, że zniknęli. Świat będzie należał tylko do słabiaków. Tylko słabiacy będą się trzaskali między sobą. Który z nich wygra? Czyżby ten słabszy ze słabiaków? Za to, że wygrał dostanie nagrodę dla tego, co zajął ostatnie miejsce w turnieju. Toż to nagroda za bycie słabym. Wieczny koniec zwieńczony nagrodą bycia słabszym.

Niech żyje bycie lepszym i gorszym jednocześnie!