Rywalizacji bilardowej stało się zadość

Nastał dzień 24 lutego 2019 roku. Jak otworzyłem oczy, to jeszcze świeciło słońce. Patrzę na zegar, a tam dochodzi dziewiąta zero zero. Myśli zaczynają krążyć, co by tutej sobie zjeść na śniadanko, a tu nagłe olśnienie – przecież to dzisiaj jest rozgrywany turniej bilardowy w 9stopach w Poznaniu.

Wstałem szybko na równe nogi, aby tylko zdążyć przed wskazówką informującą, że za chwil parę będzie godzina dziewiąta. Patelnię rozgrzałem do czerwoności, no i jak to na turniej w 9stopach przystało, to bez jaj się nie obyło, więc na śniadanie postanowiłem zjeść jajecznicę.

Wszystkie składniki potrzebne do jajecznicy smażą się, wręcz krzyczą, aby niedługo zostać pożartym. Z podobnym nastawieniem podeszli zawodnicy do stołów bilardowych – „To jest ten dzień, w którym Cię zjem”. Z dużej litery „Cię”, bo wiadomo, że szacunek przeciwnikowi należy oddać .

Zanim dokonałem konsumpcji dania porannego, wypowiedziałem klątwę – „Ale Ty się tam dzisiaj nie pojawisz” i tak też się stało – dnia poprzedniego celowo nie zatankowałem samochodu, a że prywatnego odrzutowca nie mam, to stety bądź niestety nie doleciałem.

Mimo wszystko, frekwencja dopisała, bo przybyło 16 osób (w tym dwie kobiety). Ponadto, Organizator turnieju otrzymał przywilej trzymania mikrofonu, aby ludzie mogli go lepiej słyszeć, gdy głosem kierował poszczególnych uczestników turnieju do danego stołu (oczywiście suto zastawionego bilami), gdzie spożyli ów posiłek niezgodnie z przepisem Magdy Gessler i nie zostali zdyskwalifikowani z tego tytułu.

Jak już mowa o tytułach otrzymanych, to trzeba przyznać, iż rywalizacja była zażarta. Można by rzec, że to była istna rzeź. Wszyscy uzbrojeni w kije za wszelką cenę próbowali ich używać. Kanibalizm pełną gębą. Bile na stole same wpadały ze strachu w dół otchłani. Oczywiście mowa o przełykach.

Tym, którym udało się zepchnąć więcej bil w przepaść uznano zwycięzcami. Dlatego z tego miejsca siedzącego gratuluję wszystkim uczestnikom tej nieziemskiej batalii, z której wszyscy wyszli żywi oraz bogatsi o dodatkowe doświadczenie z kijem w ręku.

Uścisnąłbym dłoń zwycięzcom, ale niestety, mi, obserwującemu tę bitwę, jako jedynemu, dłoń tę ucięto. Nagły ciach z niewiadomo której strony i spadła uderzając o podłogę w charakterystyczny dla siebie sposób.

Jeszcze raz dziękujemy za przybycie i oby było równie zażarcie następnym razem!