Grunt to się nie dać, ale do błędu trzeba się przyznać

Nie bez powodu wymyślono system gier do dwóch wygranych partii, aby pod wpływem jakiejś masy ludzi ów system zmieniać. Turniej jest czynnikiem sprawdzającym umiejętności danych zawodników. Powinien być momentem, do którego zawodnik się przygotowuje miesiącami czy nawet latami.

W świecie snookera są turnieje takie jak Masters, China Open, UK Championship i tak dalej. To właśnie do nich zawodnicy się przygotowują godzinami, miesiącami czy nawet latami. Nie zawsze wszystko wychodzi. Są momenty, gdzie potrzebny jest najwyższy stopień skupienia, koncentracji i wyciszenia. Umiejętność zrozumienia dlaczego coś nie dzieje się tak jak byśmy chcieli jest bardzo ważna w snookerze czy też bilardzie. Nie każdy zawodnik to ma, bo dotarcie do wiedzy, właściwej wiedzy, w dzisiejszych czasach jest bardzo trudne, bo żyjemy w totalnym chaosie informacyjnym, celowo zresztą kreowanym. Powiem tak od siebie – według nich macie być idiotami i się wkurzać z byle gówna.

W świecie języka obcego wyrósł niebezpieczny paradygmat, że coś ma być wyrażone w sposób taki jaki ktoś chce, a nie w taki, żeby to było zrozumiałe. W świecie prawa ów paradygmat stosuje się nagminnie i powstają przez to różne patologie. Dlatego uznałem, w porozumieniu ze współorganizatorem turniejów bilardowych dla amatorów, że Ci lepsi zawodnicy powinni zmierzyć się na początku ze sobą bez uwzględniania ich w losowaniu, co pozwoli tym mniej doświadczonym graczom poczuć się choć przez chwilę, że mogą się zmierzyć w miarę z równymi sobie, ale żeby to się stało i przebiegało bez żadnych nieporozumień, to ważna, rzekłbym nawet, że kluczowa, jest analiza gry danych zawodników dokonywana przez organizatora turnieju przed, w czasie i po turnieju bilardowym, aby umieć ocenić, czy ktoś nie oszukuje – nie zawyża albo nie zaniża celowo swojego poziomu gry. Jeżeli organizator nie dokona odpowiedniej oceny sytuacji, to będzie dochodziło do nieporozumień i coraz to większych roszczeń ze strony zawodników biorących udział w danym turnieju.

Biorąc udział w turnieju Seba Cup, grając z współwłaścicielem klubu 9stóp, siadła mi koncentracja ze zmęczenia. Nie zjadłem wystarczająco, samopoczucie też kulało i przegrałem do zera. Wszystko zależy od tego w jakim stanie jest nasz organizm w chwili odbywania się turnieju, ale także jak się odżywiamy, czy uprawiamy jakiś sport na świeżym powietrzu i z jakimi ludźmi się zadajemy przed turniejem, bo to też przecież ma wpływ jak funkcjonuje nasz organizm, od głowy poczynając. Nie mówię już o tych, co lecą na wspomagaczach nastroju, bo to w ogóle jest jakieś nieporozumienie i aż dziw, że coś takiego zatrudnia się za barem i że to ma kontakt z ludźmi. To coś powinno się leczyć, a nie udawać, że problemu nie ma.

Tak czy inaczej, powstał problem podczas rozgrywania turnieju dla amatorów tego typu, że „gwiazdkowicze”, czyli Ci bardziej doświadczeni gracze, jak przegrają z gwiazdkowiczem, to znowu się spotykają z gwiazdkowiczem, ponieważ, po głębszej analizie przeze mnie dokonanej, powstał błąd ze strony organizatora polegający na tym, że:

Przebieg turnieju

zapomniano o pewnym porządku zapisu. W turnieju organizowanym przeze mnie używano innej tabelki, gdzie zawodnicy, którzy przegali swój pierwszy pojedynek lądowali na dole zapisywani po kolei po innej stronie. Tutaj został zastosowany mechanizm nie wiem jaki. Błąd polegał na tym, iż organizator turnieju nie wpisywał przegranych u dołu tabelki, czyli Filip przegrywając swój pierwszy mecz powinien zlądować na miejscu Jędrzeja po lewej stronie i tak dalej. Wówczas osoba, która przegrała po prawej stronie swój pierwszy mecz zgodnie z zasadą zapisywania wyników od dołu po lewej stronie miała by możliwość zagrania meczów w sposób taki jaki powinien być, a że zasada nie została zastosowana, to powstało nieporozumienie i mały konflikt.

Grzegorz, który zauważył problem, miał rację i należą mu się podziękowania za zauważenie błędu logicznego i duża szklana Pepsi bez cukru.

Niestety, ów błąd mógł wpłynąć znacząco na rozgrywkę turnieju i turniej powinien zostać powtórzony, ale jako, że właścicielom klubu 9stóp, a także pani menadżer nie zależy na tym, aby cokolwiek, co się odbywa w 9stopach odbywało się w sposób prawidłowy, to wolą eliminować jednostki, na dodatek stałych klientów, z absurdalnych powodów i informuję Państwa, że powód mego wydalenia z klubu 9stóp nigdy nie został opublikowany, nawet na moją prośbę, bo właściciele 9stóp po prostu się czegoś boją.

Uważam ich oficjalnie za tchórzy, wierutnych tchórzy niepotrafiących przyznać się do błędu i zwalających winę na kogoś innego. Jest mi z tego tytułu bardzo miło, że mogłem zadać pytanie na messengerze klubu 9stóp, widocznego tylko dla menadżerów i właścicieli klubu, dotyczące, między innymi, kawy. Pytanie brzmiało: „Czy kawa została zakupiona na Łacinie, czy mam przynosić swoją?”

A teraz, to mogę tylko czekać na tych ich ludzi, którzy zrobią ze mną porządek. Nie boję się umrzeć w słusznej sprawie. Nie boję się zostać połamany. Nie boję się dostać po mordzie. Już nie z takimi ludźmi miałem do czynienia w swoim życiu. Jak widać, jeszcze żyję, a gdyby coś mi się stało, to wiedzcie Państwo, że są odpowiedzialni za to właśnie Ci „smutni” ludzie. Żałuję, że w ogóle wszedłem do tego klubu i w ogóle coś tam starałem się zorganizować. Żałuję, że uznali mnie za „panoszącego się”. Pewność siebie uznali za panoszenie się… Zjeby!

A najlepsze jest to, iż puściłem fałszywą informację w obieg, a Ci uznali ją za prawdziwą uznając mnie za człowieka nieobliczalnego z zegarkiem szpiegowskim na ręku. Nie ruszyłem ich pieniędzy w ogóle (mam przecież swoje i bardzo je cenię), a spotkała mnie kara taka jakbym ich okradł na miliony złotych. Wymierzyłem względem siebie karę w wysokości 600zł za granie bez karnetu i im to zapłaciłem. Nie podawałem ręki smutnym panom. Unikałem kontaktu wzrokowego ze smutnymi panami. Przecież nie będę przed nimi klękał i oddawał im cześć. Co mnie to obchodzi, że smutny pan zatrudniony za barem ma problemy ze sobą? To jest działka dla psychiatry, a nie dla klientów.

Dlatego, nie dajcie się i żyjcie w spokoju bez tych teatralnych zagrywek. Ja miałem, mam i będę miał tego serdecznie dość. Nie pozwolę sobie, aby zakłamani wciąż łgali mi prosto w twarz i wmawiali coś, czego nie powiedziałem.