Dlaczego ludzie zazwyczaj boją się rywalizacji?

Istota postrzegania

Uczono mnie albo sam się nauczyłem z książek, życia i prędzej skłaniałbym się ku temu drugiemu, że populacja, czyli zbiór osobników przypominających ludzi bądź też nie, reaguje na podstawie najróżniejszych bodźców, czyli jak palnie się kogoś w łeb z patelni, to zacznie odczuwać ból bądź też radość. Na tej podstawie jaka reakcja następuje, zaczyna się kolejny proces zwany ocenianiem, czyli tak zwanym kategoryzowaniem. Proces groźny dla oceniającego i ocenianego, bo bardzo łatwo popełnić błąd jak się nie ma „rzetelnej wiedzy”. Wziąłem w cudzysłów, bo z tą wiedzą różnie bywa, a o rzetelności nie mi się wypowiadać.

Powyższy obrazek zamieszczam, bo przypomniał mi o nim, Piotr, współorganizator turniejów bilardowych. Najsampierw przetłumaczmy te 4 słowa z angielskiego na polski, aby było zrozumiałe:

> Equality – równość w rozumieniu takim, że 2=5, 2=2, 8=10, 2=3 itd. Jest to szerzeg założeń, które są albo prawdziwe, jeżeli opiszemy wynik szczegółami albo fałszywe, jeżeli nie opiszemy ów wyniku szczegółami, czyli np. z dwóch półkilogramowych ciast da się zrobić 5 małych babeczek. Dla jednych jest to realne, a dla drugich nie. Tak się buduje podział na realnie postrzegających rzeczywistość i na tych, co nierealnie postrzegają rzeczywistość.

-> Reality – rzeczywistość w rozumieniu takim, że jest pewna zbiorowość i każdy wchodzący w tę zbiorowość postrzega ją na swój sposób w zależności od różnych czynników. Jest to wymieszanie realnie postrzegających z nierealnie postrzegającymi rzeczywistość, czyli wpuszczenie wygłodniałego lwa do klatki z małym dzieckiem oraz, dajmy na to, jego/jej rodzicami. Jedna strona będzie napierać, aby pożreć, a druga, żeby uciekać czy się jakoś bronić.

-> Equity – sprawiedliwość, słuszność, kapitał własny, udział w rozumieniu takim, że te obie skonfliktowane strony próbują wypracować konsensus, czyli takie zjawisko, gdzie lew będzie najedzony, a dziecko i rodzice przeżyją.

-> Liberation – wyzwolenie, uwolnienie w rozumieniu takim, że znika klatka, a lew razem z dzieckiem i rodzicami mają zacząć żyć w takiej symbiozie, aby dwie strony mogły sobie żyć bez żadnych przeszkód.

Te cztery etapy zawsze zachodzą i się krzyżują, co się powszechnie nazywa różnie – zniechęceniem, wypaleniem, odrazą, nienawiścią, szczęśliwością, uspokojeniem, lubieniem, nielubieniem itd. itp.

Dlatego przy tworzeniu turnieju, dajmy na to bilardowego, musimy zakładać różne oddziaływania wynikające z krzyżowania się powyższych czterech etapów postrzegania. Dla jednych bila jest po to, aby widzieć, żeby nie trafić, dla drugich nie widzieć, żeby trafić, dla trzecich widzieć, żeby trafić, a dla ostatnich to widzieć, że a czy były tu jakieś bile do wbicia?

Podsumowując, nie bez powodu wymyślono powiedzenie, że strach ma wielkie oczy, które różnie się odczytuje i cytując Platona „Nic się nie dzieje przypadkowo, zawsze jest jakaś przyczyna i konieczność.”.

Dlaczego ludzie zazwyczaj boją się rywalizacji?

Istota postrzegania

Uczono mnie albo sam się nauczyłem z książek, życia i prędzej skłaniałbym się ku temu drugiemu, że populacja, czyli zbiór osobników przypominających ludzi bądź też nie, reaguje na podstawie najróżniejszych bodźców, czyli jak palnie się kogoś w łeb z patelni, to zacznie odczuwać ból bądź też radość. Na tej podstawie jaka reakcja następuje, zaczyna się kolejny proces zwany ocenianiem, czyli tak zwanym kategoryzowaniem. Proces groźny dla oceniającego i ocenianego, bo bardzo łatwo popełnić błąd jak się nie ma „rzetelnej wiedzy”. Wziąłem w cudzysłów, bo z tą wiedzą różnie bywa, a o rzetelności nie mi się wypowiadać.

Powyższy obrazek zamieszczam, bo przypomniał mi o nim, Piotr, współorganizator turniejów bilardowych. Najsampierw przetłumaczmy te 4 słowa z angielskiego na polski, aby było zrozumiałe:

-> Equality – równość w rozumieniu takim, że 2=5, 2=2, 8=10, 2=3 itd. Jest to szerzeg założeń, które są albo prawdziwe, jeżeli opiszemy wynik szczegółami albo fałszywe, jeżeli nie opiszemy ów wyniku szczegółami, czyli np. z dwóch półkilogramowych ciast da się zrobić 5 małych babeczek. Dla jednych jest to realne, a dla drugich nie. Tak się buduje podział na realnie postrzegających rzeczywistość i na tych, co nierealnie postrzegają rzeczywistość.

-> Reality – rzeczywistość w rozumieniu takim, że jest pewna zbiorowość i każdy wchodzący w tę zbiorowość postrzega ją na swój sposób w zależności od różnych czynników. Jest to wymieszanie realnie postrzegających z nierealnie postrzegającymi rzeczywistość, czyli wpuszczenie wygłodniałego lwa do klatki z małym dzieckiem oraz, dajmy na to, jego/jej rodzicami. Jedna strona będzie napierać, aby pożreć, a druga, żeby uciekać czy się jakoś bronić.

-> Equity – sprawiedliwość, słuszność, kapitał własny, udział w rozumieniu takim, że te obie skonfliktowane strony próbują wypracować konsensus, czyli takie zjawisko, gdzie lew będzie najedzony, a dziecko i rodzice przeżyją.

-> Liberation – wyzwolenie, uwolnienie w rozumieniu takim, że znika klatka, a lew razem z dzieckiem i rodzicami mają zacząć żyć w takiej symbiozie, aby dwie strony mogły sobie żyć bez żadnych przeszkód.

Te cztery etapy zawsze zachodzą i się krzyżują, co się powszechnie nazywa różnie – zniechęceniem, wypaleniem, odrazą, nienawiścią, szczęśliwością, uspokojeniem, lubieniem, nielubieniem itd. itp.

Dlatego przy tworzeniu turnieju, dajmy na to bilardowego, musimy zakładać różne oddziaływania wynikające z krzyżowania się powyższych czterech etapów postrzegania. Dla jednych bila jest po to, aby widzieć, żeby nie trafić, dla drugich nie widzieć, żeby trafić, dla trzecich widzieć, żeby trafić, a dla ostatnich to widzieć, że a czy były tu jakieś bile do wbicia?

Podsumowując, nie bez powodu wymyślono powiedzenie, że strach ma wielkie oczy, które różnie się odczytuje i cytując Platona „Nic się nie dzieje przypadkowo, zawsze jest jakaś przyczyna i konieczność.”.

Wyniki turnieju „Premium Open Amator” 7 maja

Kolejna runda turnieju „Premium Open Amator” w klubie Bilardowym „Premium” za nami. Gratulujemy:
Jakubowi Chyrkowi za zajęcia 1 miejsca,
Arkowi Ka, za 2 miejsce oraz
Mateuszowi Cichockiemu za zajęcia 3 miejsca.
Dziękujemy również pozostałym uczestnikom, którzy nie przyszli na darmo i zdobyli cenne pkt. w ogólnym rankingu.

Następna runda już 4 czerwca na które można się zapisywać: http://turnieje-bilardowe-poznan.pl/produkt/turniej-bilardowy-premium-open-amator-klub-premium-poznan-iii-edycja/
Serdecznie zapraszamy.

Wyniki można zobaczyć na stronie internetowej
http://turnieje-bilardowe-poznan.pl/wyniki-turniejow/

Potrzeba zmian…

Na turnieju amatorskim zaczęli się pojawiać zawodnicy z dość zaawansowanymi umiejętnościami zmuszający tych mniej doświadczonych graczy do większego zaangażowania, ale także do coraz większego rozczarowania polegającym na tym, że za dużo sobie nie pograli. Jeden z uczestników turnieju zauważył (za co szczerze mu dziękuję), że proporcja tych bardziej zaawansowanych do tych mniej zaawansowanych nie przedstawia się motywująco.

Pewnego dnia otrzymałem telefon od niejakiego Ricardo (bardzo poczciwy człowiek), który zachęcał mnie do obmyślenia systemu gry, w którym Ci bardziej i mniej doświadczeni gracze będą mogli się zmierzyć w jednym turnieju. Powiedziałem mu wówczas, że zobaczę, co da się zrobić. Wówczas jeszcze nie zakazano mi pojawiania się w 9stóp i wiedziałem, że prędzej czy później w 9stopach mnie zabraknie. Miałem w pewnym momencie zmienić kierunek jazdy w taki sposób, aby Ci mniej doświadczeni gracze nie cierpieli i nie czuli się oszukani podczas rozgrywania turnieju.

Zaraz pewne jednostki podniosą larum, że jak oszukani, gdzie cierpią… W każdym sporcie znajdują się jednostki tak bardzo zagorzałe, tak głodne gry, że są w stanie pożreć każdego i nie patrzeć, czy to jest doświadczony czy mniej doświadczony gracz. Jest to zjawisko groźne i bardzo niebezpieczne, które można śmiało porównać do pewnego rodzaju pożądania, jaką samiec bądź samica odczuwa względem drugiej jednostki/jednostek. W sumie, nie ma w tym nic złego, bo zawsze się trochę gwałci (mowa o prawie, polskim w szczególności), ale w pewnym momencie dochodzi jednak do typowego pogwałcania czy tam gwałcenia.

Co do tego, że w 9stopach jako takich poziom niewyżycia i pewnego rodzaju zwyrodnienia jest na dość wysokim poziomie, to nie mam żadnych wątpliwości. Jak już barman z Panią menadżer ten teges na boku, a potem ten barman ma robić tak jak Pani menadżer chce w porozumieniu z właścicielami klubu, a jemu nie zawsze to wychodzi, to wiecie Państwo, z boku to bardzo komicznie wygląda, ale nie o tym chciałem. Jak dojadą do mnie pewne filmy, to się je puści na tych ich telewizorkach w przerwie meczu albo w trakcie meczu. Ludzie się przynajmniej rozerwą.

Wracając do meritum, zazwyczaj Ci zdziwieni, Ci nierozumiejący dlaczego coś się dzieje chcą pozostać w stanie, który jest, czyli niezmienny, bo im tak dobrze. Zdarzają się też tacy, co zmian się boją albo uważają je za niekorzystne dla nich samych lub dla grupy, którą reprezentują i starają się tych zmieniających eliminować ze swego środowiska naturalnego.

Dlatego wszelakie turnieje gier rozgrywane są zazwyczaj w poszczególnym systemie gry. Zazwyczaj pucharowym – do jednej przegranej bądź dwóch. Każdy system ma wyłonić zwycięzcę, ale ważne jest to, jak się tych zawodników przeprowadza przez system. To jest jak z przejściem przez pasy bądź nie na drugą stronę ulicy. Trzeba uważać na różne ustrojstwa nadjeżdżające a to z prawej, a to z lewej. Właśnie taki system jest obecnie używany w 9stopach i w klubie Premium. Tylko, że w klubie Premium mam kontrolę nad tym, co się dzieje, a w klubie 9stóp już nie mam (mowa oczywiście o rozgrywkach turniejowych).

System pucharowy do dwóch przegranych (2 K.O.) jest bardzo niekorzystny dla mniej doświadczonych graczy. Pierwotny zamysł był taki, aby turnieje przez nas organizowane zrzeszały przede wszystkim tych mniej doświadczonych, aby dać im możliwość rywalizowania między sobą. Obecnie jest tak, że Ci bardziej doświadczeni przejmują turniej amatorski i Ci mniej doświadczeni nie mają za dużo do gadania, co mnie na tylnym siedzeniu szczerze bardzo irytuje, a najlepsze jest to, że Ci lepsi jeszcze wpływają na tamtejszych organizatorów, a Ci grzecznie przytakują, co już w ogóle doprowadza moje ręce do opadania, powieki do opadania i nie bardzo chcę na to patrzeć.

Dotarła do mnie także informacja, że jeden z pracowników klubu 9stóp, barman, byłby zainteresowany organizowaniem turniejów, ale nie wie jak to się robi. Jako, że nie mam ochoty prowadzić tej osoby jak małe dziecko za rączkę i mówić, co ma robić, to jak to przeczyta, to niech się zgłosi do Piotra. Może wówczas wyjdą mu głupie pomysły ze łba, zniszczy w sobie nienawiść i zrobi coś pożytecznego dla klubu oprócz nalewania piwa, brania pod stołem i spiskowania przeciwko ludziom za pomocą smartfonika.

Także, ja jako ja zostawiam organizatorów turnieju „9stopowiec” z pewnym problemem do rozwiązania, bo nie mam ochoty już dawać czegoś od siebie względem klubu 9stóp i im pomagać dostarczając propozycje, sugestie czy nawet konkretne projekty, bo to niewdzięczne jest.

Zatem, pozostaje mi wierzyć, a u mnie z tym bardzo krucho, że coś się zmieni.

Życzę powodzenia!

Turniej na wysokich obrotach.

Zakończyła się kolejna runda turnieju „9 stopowiec” w klubie 9 stóp. Grupa miłośników bilardowych zapisała się do zawodów i stanęli w szranki przy stołach bilardowych. Wśród 19 bilardzistów, znalazły się nowe osoby w tym również kobiety za co serdecznie dziękujemy i mamy nadzieje zobaczyć się na kolejnych edycjach.

Gratulujemy wszystkich uczestnikom, a szczególności: Yachor’owi za zajęcie I miejsca, Miachałowi Berkecowi
za zajęcia II miejsce i Jakubowi Chyrkowi za III miejsce. Wyniki i zdjęcia, oraz przebieg turnieju już niebawem na stronie.

Pierwsze kroki w 9stóp

Pierwszy turniej bilardowy przeze mnie zorganizowany od paru lat w klubie 9stóp to było coś. Wszedłem tam pierwszy raz, bodajże, w 2016 roku. Klub był pełen podchmielonych. Zapytałem się o ofertę karnetową na starcie i barmanka, bardzo charyzmatyczna barmanka, przedstawiła mi ów ofertę. Nie wykupiłem karnetu od razu. Najsampierw wykupiłem godzinę albo dwie – nie pamiętam już i zacząłem sobie przypominać tę prehistoryczną grę z zamierzchłych czasów, kiedy byłem gówniarzem.

Ludzie się gapili jak na psychola. Niektórzy z nich już nawet pokątnie wypisywali odpowiednie recepty od najróżniejszych lekarzy specjalistów. Jak zwykle na ich twarzach widniał ten debilny uśmieszek. Rzecz normalna w tamtym klubie, bo z biegiem czasu zauważyłem, że do tego klubu przychodzą ludzie z problemami.

Cóż, to by znaczyło, że ja też je miałem, ale ten, kto ich nie ma, to i tak już leży na cmentarzu. Według mnie, człowiek bez zmartwień to nie człowiek.

Zawsze lubiłem mieć problemy wszelakiego rodzaju, bo to uczyło życia i nic się w tym zakresie nie zmieniło.

Pamiętam jak podszedł do stołu, przy którym grałem, taki jeden gościu. Był łysy i dobrze zbudowany. Zauważyłem, że ma swój kij. Zainteresował się moją grą. Zauważył jak wbijam bilę przy bandzie, a przy łuzie stała inna bila nieopodal bandy, po której szła bila wbijana. Wbijając nie zahaczyłem jej i ów wpadła tak jak chciałem. Wówczas grałem jeszcze w bilarda kijem snookerowym, który został mi z dziecięcych lat. Nie był to najlepszej klasy kij. Powiedziałbym, że taki przeciętny. Dzieciaka nie stać na kij snookerowy z prawdziwego zdarzenia za 500 – 10 000zł. Chyba, że ma dzianych starych, którzy by mu kupili w akcie rozpieszczenia bachora. Na szczęście, mam normalnych rodziców, którzy zawsze chcieli mnie czegoś nauczyć, ale takim sposobem, żebym sam musiał się czegoś domyślić, dowiedzieć.

Dziś wiem, że tym gościem był Bartek, pseudo „Starołena”. Jeden z lepszych graczy, którzy przychodzą do tamtego klubu. Jego gra była nastawiona tak bardzo na precyzję, wręcz chorobliwą precyzję, że patrzyłem i nie mogłem uwierzyć. Widać było pewność siebie przy wbijaniu, ale także pewnego rodzaju nieumiejętność radzenia sobie z emocjami. Dało mi to do myślenia trochę i po grze z nim zrozumiałem to, że żeby z nim wygrać, to jedyne, co muszę zrobić, to uspokoić się, wyluzować i skupić się na wbijaniu, a przy okazji zadbać o prowadzenie białej. Zawsze jak go widzę, to jest on dla mnie takim symbolem oznajmującym – Ej, Arek, wyluzuj się. Skup się. Masz szansę wygrać, pomimo, że jest lepszy od ciebie pod względem techniki gry.

Pojedynki z nim były bardzo wymagające dla mnie. On zmuszał mnie do gry precyzyjnej i bezpiecznej, bo w przeciwnym razie on wbijał wszystko. Dużo przyjemności mi sprawiała gra z nim, bo niedość, że widziałem na jego twarzy pewnego rodzaju niezadowolenie z jego uderzeń, to jeszcze próbował się pokracznie z nich tłumaczyć, co zawsze mnie wyprowadzało z równowagi i zawsze mówiłem sobie w myślach – A niech se pierdoli.

Z biegiem czasu grałem swoje. On się zaczął mniej wkurzać, bo zamieniliśmy parę słów na temat emocji przy grze w bilard i on sam mi to powiedział, że wygrywam, bo wykorzystuję to, że on się denerwuje. Zresztą, ja też miałem takie epizody, że się denerwowałem niepotrzebnie i słusznie przegrywałem. Wystarczy choć krzta negatywnych emocji, sytuacji i już to ma wpływ na nasze życie, nietylko przy stole.

Dlatego jest to jedna z niewielu pozytywnych osób, które spotkałem w tamtym klubie. Taki pozytywny bohater dla mnie, bo taki zwyczajny i rzadko spotykany.

Tabela została poprawiona

W ostatnim turnieju został wykryty szczegół który jako organizatorzy od razu wyeliminowaliśmy i nanieśliśmy poprawki . Chodzi mianowicie o wprowadzenie loterii pierwszych meczach, a mianowicie o to żeby w pierwszej fazie była zamiana przegranego pierwszego meczu, z przegranym z ostatniego meczu itd. po za pierwszymi meczami ta zasada została zachowana. Jak najprędzej poprawiliśmy tabelę i zamieszczamy ją na stronie.


Czekamy na kolejne uwagi z których z chęcią wysłuchamy i poprawimy. Pragniemy organizować turnieje na najwyższym poziomie. Drugą wiadomością jest taką że nie będziemy zmieniać reguł które są uwzględnione w regulaminie, w trakcie turnieju, ostatnio zmieniliśmy aby grać do trzech frejmów, niestety za bardzo to się przeciągnęło, dlatego zostaniemy przy tym co jest napisane w regulaminie, mecze do półfinałów nie zależnie czy to gwiazdkowicze czy nie, będą rozgrywane do dwóch wygranych frejmów, reszta bez zmian, jeśli jakieś nastąpi jak najprędzej zostaną Państwo o tym poinformowani.

Zmiana „wprowadzenie loterii w pierwszej fazie” będzie obowiązywała od następnego turnieju tak jak to zostało zapowiedziane w trakcie trwania poprzedniego, a tak z ciekawości zamieszczam zdjęcia jak by to wyglądało gdyby zmiana obowiązywała już na ostatnim turnieju.

co by to było.

Grunt to się nie dać, ale do błędu trzeba się przyznać

Nie bez powodu wymyślono system gier do dwóch wygranych partii, aby pod wpływem jakiejś masy ludzi ów system zmieniać. Turniej jest czynnikiem sprawdzającym umiejętności danych zawodników. Powinien być momentem, do którego zawodnik się przygotowuje miesiącami czy nawet latami.

W świecie snookera są turnieje takie jak Masters, China Open, UK Championship i tak dalej. To właśnie do nich zawodnicy się przygotowują godzinami, miesiącami czy nawet latami. Nie zawsze wszystko wychodzi. Są momenty, gdzie potrzebny jest najwyższy stopień skupienia, koncentracji i wyciszenia. Umiejętność zrozumienia dlaczego coś nie dzieje się tak jak byśmy chcieli jest bardzo ważna w snookerze czy też bilardzie. Nie każdy zawodnik to ma, bo dotarcie do wiedzy, właściwej wiedzy, w dzisiejszych czasach jest bardzo trudne, bo żyjemy w totalnym chaosie informacyjnym, celowo zresztą kreowanym. Powiem tak od siebie – według nich macie być idiotami i się wkurzać z byle gówna.

W świecie języka obcego wyrósł niebezpieczny paradygmat, że coś ma być wyrażone w sposób taki jaki ktoś chce, a nie w taki, żeby to było zrozumiałe. W świecie prawa ów paradygmat stosuje się nagminnie i powstają przez to różne patologie. Dlatego uznałem, w porozumieniu ze współorganizatorem turniejów bilardowych dla amatorów, że Ci lepsi zawodnicy powinni zmierzyć się na początku ze sobą bez uwzględniania ich w losowaniu, co pozwoli tym mniej doświadczonym graczom poczuć się choć przez chwilę, że mogą się zmierzyć w miarę z równymi sobie, ale żeby to się stało i przebiegało bez żadnych nieporozumień, to ważna, rzekłbym nawet, że kluczowa, jest analiza gry danych zawodników dokonywana przez organizatora turnieju przed, w czasie i po turnieju bilardowym, aby umieć ocenić, czy ktoś nie oszukuje – nie zawyża albo nie zaniża celowo swojego poziomu gry. Jeżeli organizator nie dokona odpowiedniej oceny sytuacji, to będzie dochodziło do nieporozumień i coraz to większych roszczeń ze strony zawodników biorących udział w danym turnieju.

Biorąc udział w turnieju Seba Cup, grając z współwłaścicielem klubu 9stóp, siadła mi koncentracja ze zmęczenia. Nie zjadłem wystarczająco, samopoczucie też kulało i przegrałem do zera. Wszystko zależy od tego w jakim stanie jest nasz organizm w chwili odbywania się turnieju, ale także jak się odżywiamy, czy uprawiamy jakiś sport na świeżym powietrzu i z jakimi ludźmi się zadajemy przed turniejem, bo to też przecież ma wpływ jak funkcjonuje nasz organizm, od głowy poczynając. Nie mówię już o tych, co lecą na wspomagaczach nastroju, bo to w ogóle jest jakieś nieporozumienie i aż dziw, że coś takiego zatrudnia się za barem i że to ma kontakt z ludźmi. To coś powinno się leczyć, a nie udawać, że problemu nie ma.

Tak czy inaczej, powstał problem podczas rozgrywania turnieju dla amatorów tego typu, że „gwiazdkowicze”, czyli Ci bardziej doświadczeni gracze, jak przegrają z gwiazdkowiczem, to znowu się spotykają z gwiazdkowiczem, ponieważ, po głębszej analizie przeze mnie dokonanej, powstał błąd ze strony organizatora polegający na tym, że:

Przebieg turnieju

zapomniano o pewnym porządku zapisu. W turnieju organizowanym przeze mnie używano innej tabelki, gdzie zawodnicy, którzy przegali swój pierwszy pojedynek lądowali na dole zapisywani po kolei po innej stronie. Tutaj został zastosowany mechanizm nie wiem jaki. Błąd polegał na tym, iż organizator turnieju nie wpisywał przegranych u dołu tabelki, czyli Filip przegrywając swój pierwszy mecz powinien zlądować na miejscu Jędrzeja po lewej stronie i tak dalej. Wówczas osoba, która przegrała po prawej stronie swój pierwszy mecz zgodnie z zasadą zapisywania wyników od dołu po lewej stronie miała by możliwość zagrania meczów w sposób taki jaki powinien być, a że zasada nie została zastosowana, to powstało nieporozumienie i mały konflikt.

Grzegorz, który zauważył problem, miał rację i należą mu się podziękowania za zauważenie błędu logicznego i duża szklana Pepsi bez cukru.

Niestety, ów błąd mógł wpłynąć znacząco na rozgrywkę turnieju i turniej powinien zostać powtórzony, ale jako, że właścicielom klubu 9stóp, a także pani menadżer nie zależy na tym, aby cokolwiek, co się odbywa w 9stopach odbywało się w sposób prawidłowy, to wolą eliminować jednostki, na dodatek stałych klientów, z absurdalnych powodów i informuję Państwa, że powód mego wydalenia z klubu 9stóp nigdy nie został opublikowany, nawet na moją prośbę, bo właściciele 9stóp po prostu się czegoś boją.

Uważam ich oficjalnie za tchórzy, wierutnych tchórzy niepotrafiących przyznać się do błędu i zwalających winę na kogoś innego. Jest mi z tego tytułu bardzo miło, że mogłem zadać pytanie na messengerze klubu 9stóp, widocznego tylko dla menadżerów i właścicieli klubu, dotyczące, między innymi, kawy. Pytanie brzmiało: „Czy kawa została zakupiona na Łacinie, czy mam przynosić swoją?”

A teraz, to mogę tylko czekać na tych ich ludzi, którzy zrobią ze mną porządek. Nie boję się umrzeć w słusznej sprawie. Nie boję się zostać połamany. Nie boję się dostać po mordzie. Już nie z takimi ludźmi miałem do czynienia w swoim życiu. Jak widać, jeszcze żyję, a gdyby coś mi się stało, to wiedzcie Państwo, że są odpowiedzialni za to właśnie Ci „smutni” ludzie. Żałuję, że w ogóle wszedłem do tego klubu i w ogóle coś tam starałem się zorganizować. Żałuję, że uznali mnie za „panoszącego się”. Pewność siebie uznali za panoszenie się… Zjeby!

A najlepsze jest to, iż puściłem fałszywą informację w obieg, a Ci uznali ją za prawdziwą uznając mnie za człowieka nieobliczalnego z zegarkiem szpiegowskim na ręku. Nie ruszyłem ich pieniędzy w ogóle (mam przecież swoje i bardzo je cenię), a spotkała mnie kara taka jakbym ich okradł na miliony złotych. Wymierzyłem względem siebie karę w wysokości 600zł za granie bez karnetu i im to zapłaciłem. Nie podawałem ręki smutnym panom. Unikałem kontaktu wzrokowego ze smutnymi panami. Przecież nie będę przed nimi klękał i oddawał im cześć. Co mnie to obchodzi, że smutny pan zatrudniony za barem ma problemy ze sobą? To jest działka dla psychiatry, a nie dla klientów.

Dlatego, nie dajcie się i żyjcie w spokoju bez tych teatralnych zagrywek. Ja miałem, mam i będę miał tego serdecznie dość. Nie pozwolę sobie, aby zakłamani wciąż łgali mi prosto w twarz i wmawiali coś, czego nie powiedziałem.