Premium Open Amator – nowe rozdanie

Czas leci tak szybko, a dla bilardzistów kolejna okazja do rywalizacji. Tym razem, bilardziści zmierzą się ze sobą w budynku KINEPOLIS przy ulicy Bolesława Krzywoustego 72, w klubie bilardowym PREMIUM.

Jak się tam dostać? Sposobów jest wiele. Pierwszy z nich, to zebrać wokół siebie pasjonatów bilarda, uczestników jakiś innych turniejów amatorskich i wybrać się właśnie pod wyżej wskazany adres samochodem parkując go na parkingu GIANT MEBLE. Potem czeka nas mały spacerek w kierunku jednego z największych kin w Polsce i jesteśmy w środku. Ogrom tego miejsca poraża w pierwszej chwili, ale potem czujemy się jak u siebie w domu, trochę większym domu.

Jedyne, co musimy zrobić po wejściu do tego kolosa kinowego, to dostać się na pierwsze piętro schodami na godzinie drugiej bądź na godzinie dwunastej. Wchodząc schodami na godzinie drugiej kierujemy się ostro w lewo po wejściu na piętro i przed naszymi oczami ukaże się klub, a jak wybierzemy schody na godzinie dwunastej, to przechodzimy pod kładką i idziemy w kierunku ogromnych schodów, które trudno przeoczyć. Jak już wdrapiemy się na sam szczyt, to kierujemy się w ostre prawo i idziemy wzdłuż srebrnej barierki na piętrze miajając przybytek z automatami gier, które można bardzo często spotkać nad morzem i tuż za nimi stanie przed Waszymi oczami duży lokal z wieloma stołami bilardowymi. To właśnie jest miejsce odbywania się turnieju.

Kolejnym sposobem jak się dostać do tego kina o niebotycznych rozmiarach jest sławetny, wszędzie spotykany na ulicach miast Poznania, autobus. Najważniejsze to wsiąść do właściwego i wysiąść w odpowiednim momencie. Ów autobus jest opisany numerem 192 – jeden dziewięć dwa i wsiąść do niego można bez żadnych przeszkód na RONDZIE RATAJE (dworzec autobusowy MPK) w Poznaniu. Następnie, pewnie jakiś poznański kanar będzie potrzebował od Was biletu, który nie pamiętam ile kosztuje, ale zapewne jest tańszy niż litr paliwa do samochodu albo hulajnogi… A nie… One są na prund.

Także jak już znaleźliście właściwy autobus, macie bilet w swojej ręce, to teraz musicie być czujnym, uruchomić nieziemskie skupienie, bo nad kabiną kierowcy będą się wyświetlać komunikaty dotyczące przystanków, które ów pojazd, do którego żeście wsiedli, będzie obsługiwał. Przystanek, który Was interesuje, to KRZYWOUSTEGO KINEPOLIS. To właśnie na nim wysiadacie i przed Wami stanie ogromny obiekt, do którego się udajecie i dołączacie do tych, co przybyli samochodami na ten sam turniej, co Wy, ale ich nie znacie i dopiero poznacie. Z tego słynie Poznań – niby się nie znasz, ale nic nie stoi na przeszkodzie, aby się poznać.

O kolejnych metodach dostania się do tego molocha kinowego wolałbym nie mówić, bo zakładam, że nie posiadacie helikoptera, czy też jetpack’a. Bardzo bym się zdziwił jakby ktoś dronem przyleciał trzymając w jednej ręce pilota od drona czy też telewizora, a w drugiej samego drona, którym się przyleciało. Dla tych, co dotrą na turniej bilardowy PREMIUM OPEN AMATOR w najbardziej wymyślny sposób drink fundowany przez organizatorów turnieju.

Zatem, nie wahajcie się i przybywajcie siły w kije bilardowe ubrane.

Link do wydarzenia na Facebooku: https://www.facebook.com/events/829543550740485/

Telefon do organizatora: 721 875 267

Rywalizacji bilardowej stało się zadość

Nastał dzień 24 lutego 2019 roku. Jak otworzyłem oczy, to jeszcze świeciło słońce. Patrzę na zegar, a tam dochodzi dziewiąta zero zero. Myśli zaczynają krążyć, co by tutej sobie zjeść na śniadanko, a tu nagłe olśnienie – przecież to dzisiaj jest rozgrywany turniej bilardowy w 9stopach w Poznaniu.

Wstałem szybko na równe nogi, aby tylko zdążyć przed wskazówką informującą, że za chwil parę będzie godzina dziewiąta. Patelnię rozgrzałem do czerwoności, no i jak to na turniej w 9stopach przystało, to bez jaj się nie obyło, więc na śniadanie postanowiłem zjeść jajecznicę.

Wszystkie składniki potrzebne do jajecznicy smażą się, wręcz krzyczą, aby niedługo zostać pożartym. Z podobnym nastawieniem podeszli zawodnicy do stołów bilardowych – „To jest ten dzień, w którym Cię zjem”. Z dużej litery „Cię”, bo wiadomo, że szacunek przeciwnikowi należy oddać .

Zanim dokonałem konsumpcji dania porannego, wypowiedziałem klątwę – „Ale Ty się tam dzisiaj nie pojawisz” i tak też się stało – dnia poprzedniego celowo nie zatankowałem samochodu, a że prywatnego odrzutowca nie mam, to stety bądź niestety nie doleciałem.

Mimo wszystko, frekwencja dopisała, bo przybyło 16 osób (w tym dwie kobiety). Ponadto, Organizator turnieju otrzymał przywilej trzymania mikrofonu, aby ludzie mogli go lepiej słyszeć, gdy głosem kierował poszczególnych uczestników turnieju do danego stołu (oczywiście suto zastawionego bilami), gdzie spożyli ów posiłek niezgodnie z przepisem Magdy Gessler i nie zostali zdyskwalifikowani z tego tytułu.

Jak już mowa o tytułach otrzymanych, to trzeba przyznać, iż rywalizacja była zażarta. Można by rzec, że to była istna rzeź. Wszyscy uzbrojeni w kije za wszelką cenę próbowali ich używać. Kanibalizm pełną gębą. Bile na stole same wpadały ze strachu w dół otchłani. Oczywiście mowa o przełykach.

Tym, którym udało się zepchnąć więcej bil w przepaść uznano zwycięzcami. Dlatego z tego miejsca siedzącego gratuluję wszystkim uczestnikom tej nieziemskiej batalii, z której wszyscy wyszli żywi oraz bogatsi o dodatkowe doświadczenie z kijem w ręku.

Uścisnąłbym dłoń zwycięzcom, ale niestety, mi, obserwującemu tę bitwę, jako jedynemu, dłoń tę ucięto. Nagły ciach z niewiadomo której strony i spadła uderzając o podłogę w charakterystyczny dla siebie sposób.

Jeszcze raz dziękujemy za przybycie i oby było równie zażarcie następnym razem!